wtorek, 2 kwietnia 2013

Marzec



Czuwaj!

Wybaczcie spóźnienie, ale Wielkanoc to Wielkanoc, a wczoraj miałem problem z dostępem do komputera. Jak widzimy, wiosna pełna parą, coraz cieplej, grzać się nie trzeba, pierwsze rajdy mamy już za sobą i co by mogło się nam tu przydać?
 Pomyślałem, że skoro jeszcze leży śnieg, można go wykorzystać i poznać kilka tropów zwierząt, które u nas występują. Może to się okazać przydatne, ponieważ:
·        Obserwowanie zwierząt w naturalnym środowisku jest ciekawe
·        Dowiemy się, czy napotykając na ślad, musimy uciekać czy może czeka nas coś do jedzenia
·        I przecież harcerz miłuje przyrodę i stara się ją poznać, więc czemu by nie?

Poniżej postaram się przedstawić kilka przykładów naszych zwierzaków z opisami i ich śladami.  Zaczniemy od tych najbardziej popularnych.

Wiewiórka
Każdy wie, jak toto wygląda, każdy chyba widział. Rude albo brunatno czarne, biały brzuch,  kica i skacze po drzewach. Nieduże, razem z ogonem jakieś 0.5 m długości, 250 g wagi [tyle co paczka płatków śniadaniowych]. Zamieszkuje dziuple drzewne w lasach i parkach. Żyje samotnie albo czasami  w parach. Nie zapada  w sen zimowy. Gromadzi na tę okazję zapasy, których część potem gubi. Żywi się nasionami, orzechami, żołędziami pączkami kwiatowymi, pisklętami, jajami, grzybami owocami i takimi tam. Jest dość pospolita-  jeżeli się postaramy i wykażemy odrobina cierpliwości, na pewno uda nam się jakąś dostrzec.
Tropy dość łatwe do zauważenia i odnalezienia na śniegu. W lecie możemy szukać obgryzionych szyszek świerkowych i sosnowych, a w zimie grzybów suszących się na rozwidleniach iglaków- ślad, że była tam wiewiórka. 




 I świerkowa szyszka po obgryzieniu przez wiewiórkę








Zając
Występują u nas dwa rodzaje: bielak i szarak. Budowa nie różnią się aż tak bardzo. Bielak jest trochę bardziej krępy i zmienia kolor sierści na biały w zimie. Różnią się też środowiskiem występowania. Szarak preferuje zagajniki, skraje lasów, pola. Bielak woli Gęste lasy, unika otwartych przestrzeni, za to nie unika terenów podmokłych. Są samotnikami.  W przeciwieństwie do królików nie zakopują się w norach. W czasie godów można zaobserwować bójki między samica a samcem. Prawdopodobnie jest to delikatny kosz dla samca ze strony samicy. Żyjemy w cywilizowanym świecie, więc nie będziemy musieli na nie polować, nie są dla nas zagrożeniem, ale popatrzeć zawsze można.




Sarna
Kolejne, jeszcze bardziej pospolite zwierze to sarna. Najmniejszy z naszych jeleniowatych. Długość ciała jakieś 1000-130 cm, wysokość  kłębie 90cm a waga 25-40 kg. Ubarwienie  w lecie rudawo-żółte, w zimie trochę ciemniejsze. Brzuch biały. Młode mają białe plamki. Żyją  niewielkich stadkach.Kozioł to samiec, koza to samica sarny. Występują bardzo różnie. Wykształciła się nawet odmiana polna, która cały rok spędza na otwartej przestrzeni, sza mając płody rolne. Miejsca, gdzie możemy zobaczyć [a przynajmniej mi się to udało]: okolice crossowiska między Twierdzą a Wzgórzem Brunona – pilnować piesków, żeby nie było dziczyzny potem, pola przy Pierkunowie, okna pociągu i samochodu, jadąc przez drogi obok pól, zagajnik niedaleko Kręgu na Wyspie. Sarny są chyba najłatwiejszymi do zaobserwowania większymi ssakami w naszej okolicy.























Dzik
Dzika uwzględniam głównie ze względu na nasza zdziczałą świnkę w okolicach Wyspy w Wydminach. Jest to pierwsze zwierzątko an naszej liście, które może zrobić poważną krzywdę. Świniak taki może ważyć około 150-200 kg. I wcale nie jest wyłącznie roślinożerny. W  sumie to je wszystko łącznie z małymi zwierzakami. Szczególnie niebezpieczne są lochy z młodymi – warchlakami. Na dzika lepiej się nie natykać znienacka. Kto spotyka w lesie dzika, ten na drzewo szybko zmyka… I ma rację. Wielka kula mięsa z ostrymi i długimi kłami może zrobić poważna krzywdę. Dlatego, podczas obozowania  w lesie starajmy się wyrzucać resztki obiadu z dala od obozowiska i nie zostawiajmy jedzenia na wierzchu, ponieważ zapach może przyciągnąć dzika. Na naszych terenach na dzika natknąłem się tylko podczas spaceru z pieskiem w okolicach Pięknej Góry [jednego pogonił, dw przebiegły nam drogę]. Jest tam ich trochę i wydaje mi się, że w naszej rolniczej i leśnej okolicy SA dość popularne. Może je także ujrzeć na obrzeżach większych miast, wyżerające śmieci, żebrzące o jedzenie oraz niszczące oprawy np. kukurydzy. 




I jeszcze taka ciekawostka, duży dzik z Alabamy:



Wilk
Kolejne mało bezpieczne zwierze to wilk. Nie licząc pojedynczych okazów niedźwiedzi w górach, największy i najgroźniejszy drapieżnik. W lecie występują pojedynczo w okresie godowym łącza się w pary a w zimie łączą się w  watahy.  Na czele watahy stoi stary samiec- basior.. Nasze wilki są szare, chociaż zdarzają się czarne osobniki. Długość ciała 100-130 cm. Waga- 50, rzadko 70 kg – czytaj: sporo większe i groźniejsze od popularnych owczarków niemieckich. Zamieszkuje duże kompleksy leśne i tereny bagienne. Mięsożerny. Chętnie zjada padlinę, nie gardzi pokarmem roślinnym, krowami i psami na łańcuchach. Są raczej rzadkimi zwierzętami. Częściej można spotkać zdziczałe psy, które są niekoniecznie dla nas bezpieczniejsze.



Ważne porównanie:


Artykuł jeszcze uzupełnię. Być może, ze nawet dzisiaj. Dojdą, tak myślę, gryzonie, łasicowate, ptaszki i może cos większego. A chwilowo…
 Czuwaj!
HO Konrad Fijałkowski

           

niedziela, 3 marca 2013

Luty

Luty 2013

Idzie wiosna. Zbliżają się piesze rajdy, wędrówki i inne takie. Sam już 2 razy byłem na Bez Ciśnienia, teraz była Przełęcz Wikinga,a  zbliża się mobilne Marcowanie, więc warto byłoby znać podstawy przygotowania się do trasy. Oczywiście jest to dla młodszych i mniej doświadczonych harcerzy, ponieważ każdy, ktoś sam dłużej chodzi, zna te zasady  z autopsji. Ale może jednak warto troszkę poczytać.

Po pierwsze.
Na wyprawę trzeba być w miarę fizycznie przygotowanym. Mierzmy trasę według swoich możliwości zarówno fizycznych jak i mentalnych. Starajmy się nigdzie nie wyruszać z kontuzjami, ponieważ będą się one pogłębiały i zatoczymy błędne koło.

Jedzenie. 
Mówi się o kandyzowanych owocach i innych słodyczach, które dostarczają nam na szybko energii,a jednocześnie nie uciekają tak szybko jak czekolada z naszego organizmu. Ja jednak, opierając się na swoim doświadczeniu, sądzę że kanapki tudzież ciepła konserwa podgrzana na ognisku wcale nie są gorsze. Wręcz przeciwnie. Nie będziemy ich potrzebować w aż takich ilościach i przyjemnie zapełnią nam żołądek. Mimo to nie przesadzajmy, ażeby nie czuć się ociężale i nie musieć zbyt szybko biegać  z saperką.Dobrym wynalazkiem są również owoce, które dostarczą nam cukrów, płynów, a dodatkowo np jabłka maja właściwości pobudzające.

Płyny.
Najważniejszym aspektem przygotowanie fizycznego jest dobre nawodnienie organizmu. Energia nie rozejdzie się w naszym ciele bez świeżej, dobrej jakości krwi, która powinniśmy systematycznie rozrzedzać dostarczanymi doustnie płynami. W zimie najlepsza będzie ciepła herbatka, o czym już pisałem, ale  w pozostałych okresach specjaliści polecają wodę. Może i mają rację, choć mi wcale nie gorzej szło się, popijając Tymbarka. Jednakowoż kategorycznie odradzam wszelkich napojów energetycznych typu Tiger, Red Bull i takie tam. Niezdrowe to i wcale nie dostarczą energii, a tylko ja z nas wyciągną.

Dalej... Zaczerpnięte  z pewnej strony: Jak spakować plecak. Przedstawione toto na wyprawę dłuższą. Na krótszą wyprawę zabieramy po prostu mniej rzeczy, ale ogólne zasady są bardzo podobne.





 Jak spakować plecak na wyprawę
Co zabrać?
Co zabrać ze sobą na wyprawę? To pytanie dręczy nie tylko początkujących wędrowców, ale i doświadczonych piechurów, podróżników i harcerzy. Jaki ekwipunek będzie potrzebny, a jaki będzie tylko zbędnym balastem? Musisz to spraktykować "na własnej skórze" (i na własnych plecach). Inna będzie zawartość plecaka na jednodniową wycieczkę, a inna na wielodniowy rajd pieszy lub obóz. Każdy musi sam sobie skompletować ekwipunek niezbędny do wygodnego podróżowania i biwakowania.

Poniżej kilka dobrych rad:
-Pamiętaj! Miej zawsze porządek w plecaku. Musisz wiedzieć co masz gdzie w plecaku!
-Uwaga! Nigdy nie trzymaj mokrych rzeczy w plecaku - użyj do tego specjalnego woreczka siatkowego (suszarki) , troczonego na zewnątrz plecaka.

Zaczynamy się pakować:
Sztuka pakowania polega na umieszczeniu w plecaku wszystkich zaplanowanych rzeczy w taki sposób, aby cały ciężar był równomiernie rozłożony. Jeżeli spakujesz się niewłaściwie, plecak będzie przechylał się na boki.
Czy wiesz że... Zawartość plecaka należy ułożyć tak by między przedmiotami nie było pustych luk. Pusty plecak powoduje przesuwanie się rzeczy - co z kolei może zachwiać Twoją równowagę. Jeżeli zabierasz mało rzeczy użyj pasków kompresyjnych, które pozwolą Ci zmniejszyć pojemność plecaka nawet o 50%.

Na biwak zabierz:
-Plecak,
-Śpiwór,
-Karimatę,
-Buty lekkie,
-Sweter,
-Zapasowy komplet odzieży,
-Ubiór przeciw deszczowy,
-Bieliznę,
-Ciepłe skarpety,
-Manierkę,
-Menażkę,
-Sztućce,
-Latarkę,
-Zapałki,
-Nóż,
-Prowiant,
-Przybory toaletowe w specjalnym woreczku,
-Legitymację lub inny dowód tożsamości,
-Podręczną apteczkę!





Pamiętaj o właściwej kolejności:
1. Na samym dole powinny znajdować się rzeczy lekkie ale objętościowo duże, np.: Śpiwór, ręcznik, koc itp.
2. Następnie spakuj zapasową odzież i bieliznę.
3. W środkowej części plecaka jest miejsce na cięższy ekwipunek np. prowiant, konserwy, butlę gazową lub kocher. To tutaj powinien znajdować się środek ciężkości plecaka.
4. W górnej części plecaka, w kominie i pod górną klapę spakuj często wyjmowane przedmioty (ubiór przeciwdeszczowy, środki higieny, napoje).
5. Do kieszeni bocznych włóż potrzebne drobiazgi, np.: okulary, zapałki, kompas, przybory do pisania, dokumenty itp.
6. Karimatę, czekan, kijki trekingowe i namiot zamocuj na zewnątrz plecaka do specjalnych uchwytów i taśm bocznych.

Gdy pakujesz się na dłuższą wyprawę pieszą lub zmuszony jesteś przejeżdżać z miejsce na miejsce unikaj noszenia ekwipunku w ręku - to bardzo niewygodne. Od razu zrezygnuj z reklamówek lub dużego worka na śpiwór, którego nie można nigdzie przytroczyć. Zapamiętaj! Pakuj się w taki sposób, aby nic "nie machało" się na zewnątrz plecaka. Taki sprzęt łatwo zgubić lub zaczepić się w wąskim przejściu (np. w pociągu, w wąskich drzwiach). UWAGA! Po każdej wyprawie uważnie obejrzyj plecak: wytrzep go, wyczyść zabrudzenia, sprawdź stan klamer i taśm. Szanuj swój plecak, gdyż od niego zależy powodzenie twojej wędrówki.

Następny krok to dopasowanie plecaka do figury.
Dobre dopasowanie plecaka do figury jest czynnością poprzedzającą każde "wyjście w teren". Nieważne czy idziemy do szkoły, czy wyruszamy w Himalaje - plecak należy dopasować do grubości ubrania, przenoszonego ciężaru, terenu w jaki się udajemy. PAMIĘTAJ! Plecak należy dopasowywać dopiero wtedy kiedy jest zapakowany! Dopasowanie pustego plecaka to tylko strata czasu...

W celu dobrego dopasowania:


1) Zapakuj plecak i zapnij górną klapę.
2) Poluźnij pas biodrowy i inne taśmy.


 3) Zaciągnij pas biodrowy tak by plecak opierał się na biodrach.
4) Taśmy barkowe dopasuj tak, aby plecak przylegał do pleców. Środek ciężkości powinien znajdować się blisko strefy lędźwiowej ciała.
5) Dopasuj napięcie pasa biodrowego i taśm barkowych w taki sposób by cały ciężar plecaka przypadał na biodra, a nie na ramiona. Jeżeli plecak jest za nisko popraw ustawienie systemu nośnego.
 

 
6) Ściągnij taśmy na ramionach w taki sposób by plecak przylegał do pleców gdy idziesz po terenie płaskim. Gdy poruszasz się w terenie górzystym poluźnij te taśmy tak by plecak był lekko odchylony od pleców. (Człowiek idąc pod górę naturalnie pochyla się do przodu - plecak powinien wtedy pozostawać w pozycji pionowej i nie przygniatać do ziemi.)




 



BUTY
Bardzo ważną sprawą podczas każdego rajdu pieszego są buty. Najważniejsze, by były one rozchodzone. Nawet najlepsze i najdroższe buty jakie kupimy i od razu nałożymy na nogę nie będą służyły tak dobrze jak nasze stare, dobre i rozchodzone. W zależności od terenu, w jakim będziemy się poruszać, mogą być ona różne. Sam preferuję swoje kilkuletnie wysoki buty zimowe a’la desanty. Mimo, że są ocieplane, bardzo dobrze służą mi nawet  w lecie. Tak, jak pisałem tydzień temu, ubrania [w tym buty] nie grzeją, a izolują. Więc nie będzie nam w nich aż tak ciepło – mi nie jest. Wysokie buty zapobiegną przemoczeniu skarpet od chlapiących kałurz czy mokrej trawy. Oczywiście muszą być dobrze wypastowane albo inaczej uodpornione na wodę. Dobrym rodzajem są specjalne spraye. Jednak one tez muszą być odpowiednie, żeby całkiem nie odciąć dopływu powietrza do naszych stóp.
O tu link do całej rozmowy na forum o tym problemie właśnie: http://ngt.pl/forum/impregnacja-obuwia,591,21.html . Pomijając wilgoć, nie ma wg mnie aż takiego znaczenia, jakie to będą buty. Jednak najczęściej mówi się o butach, które trzymają kostkę, przez co nie jest ona zbyt obciążona i trudniej ją uszkodzić. Osobiście nie polecam na trasę butów z cienką, miękką podeszwą, ponieważ odczuwamy w nich każde, najmniejsze nierówności na drodze i w efekcie otrzymujemy ból. Nie polecam również gumo filców itp. z przyczyn oczywistych.  

SKARPETY
Buty butami, ale gołej nogi nie wsadzimy. Z onuc raczej rzadko kto korzysta, więc omówmy skarpety. Ich  głównym zadaniem jest amortyzacja i odciąganie potu. Wychodzi więc na to, że powinny być one dość grube i miękkie oraz powinniśmy mieć ich kilka par na zmianę na każdą trasę, żeby móc je zmieniać i suszyć, zachowując sucha stopę. Można ją dodatkowo obsypać specjalnym talkiem bądź po prostu mąka ziemniaczaną. Jeżeli chodzi o materiał, to tradycyjnie najlepsze są te naturalne. Lepiej izolują, lepiej wentylują i lepiej odprowadzają wodę. 

I NAJWAŻNIEJSZE
Najważniejsza na trasach i w sumie to we wszystkim, co robimy, jest dobra motywacja. Czerpmy przyjemność  z  tych wędrówek, wzmacniajmy kondycję i wspólnie dobrze bawmy się poznając pieszo nowe tereny i na własnych nogach pokonujmy kolejne granice przeszkód i odległości,.

Czuwaj!
HO Konrad Fijałkowski

czwartek, 7 lutego 2013

Styczeń



Styczeń 2013

Czuwaj!
Przepraszam was, za te spóźnienie ale  styczniu przez Zimowisko i inne wyjazdy nie wyrobiłem się z artykułem. Jak widzimy za oknem, zima już powoli się kończy, ale mimo to warto posiąść pewną wiedzę w temacie:

Jak się ogrzać?

Podczas gier terenowych, które odbywały się na naszym hufcowym Zimowisku, podczas ogniska i wielu różnych innych sytuacjach nasz humor i koncentracja psują się z powodu zimna. Ważne jest, żeby się przed nim zabezpieczyć.

(Język może wydawac się troszke nie mój, bo w sporej części posłużyłem się blogiem survivalowym i stamtąd brałem informacje)
Po pierwsze- jakie czynniki składają się na odczuwanie zimna?


Warto zauważyć, że strzałki zasadniczo różnią się wielkością. Otóż, proszę państwa, niskie temperatury nie stanowią dla naszego organizmu większego problemu.
Słyszeliście o krioterapii? Polega na umieszczeniu pacjenta (po zabezpieczeniu końcówek: palców, uszu, nosa…) w wysuszonym pomieszczeniu na 15-20 min. Temperatura w zależności od terapii wynosi nawet -120 stopni Celsjusza.
- Jak to?! A ja jak wychodzę na dwór przy -5 w kurtce, to zamarzam!
No właśnie. Wilgoć + wiatr. Te dwa czynniki (których we wspomnianej sytuacji nie ma) decydująco wpływają na temperaturę odczuwalną.
Jeżeli na dworze mamy 0 stopni i ciszę wiatrową – w zależności od wilgotności powietrza temperatura odczuwalna wyniesie około 0 stopni.
Ale jeżeli dojdzie nam wiatr 10m/s (w miarę spokojny…) temperatura odczuwalna spadnie na -15 stopni. W sytuacji ekstremalnej, przy wietrze 15m/s i temperaturze -15 stopni, przy przeciętnej temperaturze powietrza temperatura odczuwalna będzie już ponad 20 stopni niższa!.. (Poczujesz się jak na Syberii latem.)
Najbardziej podręczne- ubiór
 
Tu już więcej z własnego doświadczenia, niż z bloga. Zacznijmy od tego, że ubrania nas nie grzeją. One nas izolują (chyba że mówimy jakichś ubraniach z wbudowanym grzejnikiem). Inaczej mówiąc, ograniczają one utratę ciepła, które oddaje nasz organizm.

To, co utrzymuje je przy nas to powietrze. A ono potrzebuje przestrzeni. Stąd metoda ubierania się na tzw. cebulkę, o której każdy chyba słyszał. Kolejne warstwy ubrań, choćby cienkich, zatrzymują między sobą powietrze, a ono nas „ogrzewa”.
Jeżeli chcemy uniknąć nakładania na siebie niezliczonych warstw, polecam zwykły wełniany sweterek robiony przez babcię na drutach. Moim zdaniem nic nie sprawdza się lepiej. Naturalne materiały najlepiej izoluja ciepło, ponieważ do tego własnie zostaly stworzone przez naturę. Duże oczka w dzianinie swetra doskonale gromadzą gaz. Oczywiście warto nałożyć coś pod sweter oraz na niego, traktując go jako warstwę między ubraniami.
Należy również pamiętać, że najwięcej ciepła ucieka przez części odstające od naszego głównego, najbardziej masywnego korpusu. Mówie tu o uszach, palcach, głowie, szyi… One tez najszybciej drętwieją i bolą.
Głowa i uszy- tu niewiele. Wystarczy ciepła czapka zakrywająca nasze uszy. Jeżeli używamy kominiarki, ważne, żeby nie zasłaniała ust, ponieważ, gdy oddychamy powietrze zatrzymuje się na niej i zamarza, a usta wysuszają się i pękają
Palce u dłoni i dłonie- ważna rzecz, bo z unieruchomionymi palcami niewiele jesteśmy  w stanie zdziałać. Zadbajmy o nie, nakładając rękawiczki. Mogą być zwykłe, bawełniane przy niewielkim mrozie, jednak przy większym przydałyby się nam grubsze rękawiczki- najlepiej z jednym palcem. Palce mogą wtedy ogrzewać się nawzajem. Dobzre by było, gdyby były one nieprzemakalne (pamiętamy o działaniu wilgoci). Jeżeli jednak już nam zmarzną, polecam wsadzić gołe dłonie na moment pod pachy. Szybko wróci krążenie i na pewien czas jest nam ciepło.
Stopy i palce u stóp- buty i luz w butach. Buty najlepsi wysokie, żeby nie powpadał śnieg i nieprzemakalne. Luz  w butach tez nie do końca. Chodzi o miejsce na powietrze. Jeżeli nałożymy na stopy 5 par cienkich skarpet, wciąż będzie nam zimno, ponieważ nie będzie tam wolnego powietrza, które może się ogrzać. I znów polecam wełniane, szyte prze babcię skarpety.
Inne wrażliwe elementy takie jak Poliki i usta warto wysmarować wazeliną kosmetyczna lub innym tłustym kremem, który na pewien czas ochroni skórę od wilgoci i dostarczy izolacji.


Ruch
Niejednokrotnie słyszymy, że gdy jest nam zimno powinniśmy się poruszać. Racja. Chodzi o przywrócenie krążenia w ciele. To krew rozprowadza po nas ciepło i energię. Najlepsze są szybkie ćwiczenia angażujące całe ciało: pajacyki, bieg w miejscu z machaniem rękoma itp. Pompki i przysiady są raczej siłowe i niekoniecznie pozwolą nam się skutecznie rozgrzać.
Możemy się za to spocic. A to jest dośc niebezpieczne przy mrozach. Dostarczana jest wtedy kolejna wilgoć, która wyciąga z nas energię.
Ale ruch to nie tylko ruch doraźny. Mówię to z autopsji. Jeżeli sporo ćwiczymy w  domu, z rana, wieczorem czy w międzyczasie, nasze serce jest sprawniejsze i lepiej pompuje krew, która jeszcze przez kilka godzin sprawniej nas rozgrzewa. Nie chodzi tu o kondycję, a o sam ruch. Wiem, że już po 2-3 dniach bez ćwiczeń szybciej robi mi się chłodno niż normalnie. Polecam ćwiczyć.
Co do autopsji to jeszcze jako ciekawostkę chwilowe uczucie chłodu możemy łatwo opanowac uspokajając nas oddech i napinając mięśnie. Przy szybszym oddechu wpadamy jakby  małą panikę i drżymy, dając sobie sygnał, że jest nam zimno. Takie coś niekoniecznie jest dobre na dłuższe dystanse, ale na chwile może pomóc.


Ogrzewacze
Ciepło możemy i powinniśmy dostarczyc sobie również z zewnątrz. Istnieją  niewielkie i niedrogie ogrzewacze chemiczne, które przez kilkanaście minut grzeja nas jak małe termofor ki. Są rózne modele- do rąk, na twarz, pod stopy.
Inny sposób to płyny. Ciepłe płyny. Herbata  z cukrem i imbirem lub kardamonem. Cukier jest wazny, ponieważ dostarcza nam niezbędną energię. Powinniśmy go sobie dostarczac także  wraz z pokarmem, np. słodyczami.
Kolejny sposób to oczywiście ogień. Ale jeżeli idziemy, nie zawsze warto zajmować się prez kilkanaście minut układaniem ogniska. Co innego, jeżeli planujemy dłuższy postój. O ogniskach pisałem już kedyś wcześniej, więc tu nie będę się rozpisywał.
No i ostatni, moim zdaniem najlepszy sposób- przytulenie się do kogoś. Może  z ekonomicznego punktu widzeia nie zyskujemy tak energi, ale przynajmniej jej nie tarcimy, a dobry humor, który zyskamy, niejednokrotnie rozgrzeje nas bardziej niż cokolwiek innego.
Ostatnia sprawa- schronienie
Zacznijmy od tego, że ziemia ma większe ciepło właściwe, niż powietrze- czyli wyciąga z nas więcej energii- więc, jeżeli chcemy gdzies usiąść, koniecznie odgrodźcie się czymś od niej. Niech to będzie plecak, wypchany sianem worek na śmieci, chrust… Możecie też skorzystać  z drzew i tak na moment odgrodzić się od ziemi, jednak w zimie są one dość śliskie i Może skończyc to się upadkiem, więc lepiej pozostac przy plecaku.


W naszym wypadku raczej rzadko to się zdarza, ale jeżeli już planujemy pozsotac zimą w lesie na noc lub chcemy skryc się przed snieżycą, potrzebujemy dachu nad głowa i ścian.
Bardzo szybkim i niekoniecznie skutecznym sposobem może być skrycie się na myśliwskiej ambonie lub między drzewami/krzakami.
Trochę skuteczniejsze będzie wykorzystanie niedużego namiotu. Ważne, żeby był wodoodporny, to powietrze nie będzie tak szybko uciekało. Mały, ponieważ  łatwiej jest nam tam „nachuchać” ciepłego powietrza i zapewnić sobie przytulną atmosferę.
I jeszcze jedna opcja już dla bardziej zaawansowanych i wymagająca nieco nakładu pracy- szałas. Zimą  w lesie możemy znaleźć poodcinane gałęzie iglaste. Bardzo dobrze chronią od wiatru i izolują, jeżeli jest ich wystarczająco dużo. Wokół zazwyczaj jest też dostępny doskonały izolator- śnieg. Może nam posłużyć do budowy igloo, które jest bardzo skuteczne, skuteczniejsze niż namiot czy sam szałas.

Ogółem igloo budujemy, przykrywając śniegiem gałęzie ułożone w szkielet. Tutaj zamieszczam link z bardzije szczegółowym, obrazkowym opisem.
http://survivalpl.wordpress.com/2012/04/11/budowa-iglo/

To by było na tyle jeżeli chodzi o najważniejsze sprawy dotyczące ogrzania się w zimę.
Czuwaj
HO Konrad Fijałkowski



Grudzień



Czuwaj!
Coś na mijający miesiąc grudzień.

Ostatnio  z druhem Łukaszem składaliśmy radiotelefony w Harcówce. Nie zadziałały z braku baterii, ale mimo to pragnę wam nieco przybliżyć temat łączności.

Łącznością nazywamy wszelkie środki porozumiewania się an odległość w tym lusterka, chorągiewki i tym podobne, jednak ostatnimi czasy najbardziej rozwinięta jest komunikacja przy pomocy fal elektromagnetycznych, czyli przez radia. Ale może tak od początku- wymienię i przybliżę kilka z tych już wymarłych sposobów komunikacji na odległość.

 Dym
Jedną z ciekawych metod wysyłania informacji, które zostały spopularyzowane przez westerny były sygnały dymne. Za pomocą ognisk i koców Indianie wysyłali do siebie informacje w postaci chmur dymu, których częstotliwość wzlatywania w górę oraz ich wielkość określały pewne słowa. Znaki dymne były najczęściej stosowane przez Indian na polach bitew. Znaki dymne miały to do siebie, że widoczne są nawet z kilku kilometrów. Często znaki dymne były szyfrem, który był ciężki do odczytu przez wrogów lub intruzów. Warto też dodać, że znaki dymne zostały później używane nie tylko przez Indian, ale również przez wojska amerykańskie podczas wojny secesyjnej. Jak widać znaki dymne są dość ciekawym rodzajem przekazu informacji, lecz aby informacja była odczytywalna musi być spełnionych kilka warunków. Najważniejszym jest na pewno siła i kierunek wiatru oraz gęstość powietrza. Kolejnym ważnym warunkiem jest gęstość i kolor dymu, gdyż dym o jasnym kolorze nie ma takiego zasięgu jak dym w kolorze czarnym.

Gołębie
Wykorzystywane również po wynalezieniu i rozwinięciu komunikacji radiowej ptaki przenosiły na wielkie odległości maleńkie wiadomości umieszczane  specjalnych „plecaczkach” nad liniami frontu a także w czasie pokoju. Jako, że były one wykorzystywane przez aliantów, naziści starali się udaremniać ich loty poprzez własne ptaki- jastrzębie, które jako naturalni wrogowie gołębi polowały na nie i zabijały.

Lusterko i słońce
Lusterko i słońce lub po prostu latarka pozwalają wysyłać krótkie sygnały na spore odległości poprzez świecenie w danych momentach czasu. Oczywiście potrzebujemy do tego specjalnego szyfru, jakim jest alfabet Morse’a nie taki trudny do opanowania, a czasem przydatny choćby do tego celu. Dłuższy sygnał około 3 sekundowy oznacza kreskę, a krótki około 1 sekundowy oznacza kropkę :] Oczywiście możemy używać również gwizdka do tego celu, jednak sygnały dźwiękowe SA łatwiejsze do zauważenia przez niepożądane osoby i zakłócają spokój i np. leśna ciszę.

Semafory
Alfabet semaforowy – stosowany dawniej w żegludze kod naśladujący alfabet, złożony ze znaków nadawanych przez marynarza przy pomocy trzymanych w rękach chorągiewek. Każde ułożenie obu rąk z chorągiewkami względem osi ciała marynarza albo i harcerza  (także ich ruchy) oznacza inną literę, cyfrę lub znak specjalny. Po rozpowszechnieniu się łączności radiowej wycofany z użycia, pozostał we flotach wojennych ze względu na możliwość podsłuchu komunikacji radiowej.
Do sygnalizacji używamy chorągiewek o wymiarach 40 x 40 cm w dwóch kontrastujących kolorach, które łączy się po przekątnej albo tarcz sygnalizacyjnych o wymiarach 40 x 40 cm z uchwytami pośrodku.



































Znaki patrolowe
Coś, co chyba już każdy harcerz zna i przerabiał. Nie jest to sposób komunikacji bezpośredniej jak alfabet Morse’a Lecz pośredni. W sumie niewarto rozwijac, bo każdy wie, o co chodzi.

Komunikacja radiowa
            Telegrafy
Były to urządzenia nadające  w alfabecie Morse’a poprzez łączenie metalowej igły urządzenia  z jego resztą, co zamykało obwód prądu i powodowało pojawienie się kreski bądź kropki w kolejnej stacji telegraficznej.
            Radiotelefony
Inne proste  w użyciu urządzenia to CB radia i krótkofalówki wykorzystywane przez służby akie jak ochrona, policja oraz kierowców samochodów, jednak an nie potrzebna jest odpowiednia licencja. Krótkofalówki amatorskie możemy jednak używać bez licencji i robimy to często podczas biwaków i obozów. Zazwyczaj posługuje się nimi kadra.
            Telefony polowe
Czyli takie cuś jak leży tego u na s w Harcówce  a niedługo zostanie stamtąd przeniesione gdzie indziej. Do komunikacji potrzebuje długiego drutu, przez który przemieszczają się sygnały elektryczne odczytywane przez telefon i przetwarzane powrotem an dźwięk. W celu zadzwonienia podnosimy słuchawkę, naciskamy przycisk i kręcimy korbka, co wywołuje sygnał dzwonku  w kolejnym aparacie. Wszystko może być rozdzielone/połączone centralą, która umożliwia łączenie pożądanych aparatów.


Listopad



Listopad
Czuwaj!
No cóż,  dopiero listopad, ale Zimowisko już nie aż tak daleko. Pochwalę się, że jestem oboźnym. Jednym  z zadań przedakcjowych jest przygotowanie repertuaru musztry i zaprezentowanie jej. Niby każdy wie, co i jak, ale mimo wszystko wychodzi to różnie w naszym hufcu. Kilka podstawowych postaw i krótkie opisy.

Pozycja na Baczność
Poprzedza każdą inna komendę, zwyczajowo zachowywana podczas „Płonie ognisko i szumią knieje” oraz podczas początków rozkazów. Wiemy, po co. Ale jak wygląda? Otóż:
  • Osobnik wyprostowany
  • Pięty złączone
  • Ciężar ciała oparty na obu stopach
  • Palce rozchylone na szerokość własnej stopy, tworząc kat około 45 stopni
  • Brzuch lekko wciągnięty
  • Klatka nieco do przodu, poprzez odchylenie barków do tyłu
  • Mina poważna, oczy wpatrzone  w jeden punkt
  • Dłonie wzdłuż lini szwów na spodniach
  • Ręce proste w łokciach lub delikatnie ugięte
  • Uwaga, najciekawsze- po komendzie „Baczność!” nie kręcimy się, nie rozmawiamy i nie zwalniamy się z tej pozycji bez usłyszenia komendy „Spocznij!”

No to Spocznij!
Pozycja po każdej komendzie oprócz „Baczność!”. Chwila odpoczynku dla harcerza. Można się rozluźnić i poprawić mundur. Postawa:
  • Ciężar ciała oparty na jednej ze stóp
  • Lewa stopa wysunięta nieco w lewo i do przodu [o pół stopy] względem prawej
  • Ręce rozluźnione [za plecami można trzymać podczas musztry drużyny/szczepu, ale na większych wyjazdach jak Zlot Grunwaldzki nie wypada]
  • Wciąż nie wychodzimy z szyku i nie kręcimy piruetów; zbytnia wymiata zdań również niewskazana

Zwroty
Służą do obrócenia harcerzy w szyku  wdaną stronę. Każdy zresztą wie. Zazwyczaj poprzedzone komendą „Baczność!”. Tajniki:
·        Podczas zwrotów zachowujemy dość sztywną sylwetkę
·        Obracamy się na pięcie nogi od strony,  która będziemy się obracać i palcach stopy tej drugiej
·        Zwrot  w tył wykonujemy przez lewe ramię
·        Po zwrocie stoimy na spocznij
·        Zwrot wykonujemy około pół sekundy po usłyszeniu słowa „zwrot” poprzedzonego wskazaniem kierunku

Marsz
Czyli tak po harcersku „idź”.
  • Idziemy przed siebie
  • Pierwsze 3 kroki zawsze defiladowe czyli o prostych nogach i takie dość spore
  • Potem już tak raczej luźno
  • Patrzymy się przed siebie
  • Ruszamy od razu po komendzie „Marsz!”, nie czekamy na tych z przodu, bo tworzy się fala
  • Idziemy tyle kroków, ile nakazał prowadzący, chyba że powiedział po prostu „naprzód marsz” lub „za mną marsz”- wtedy idziemy do przodu lub za nim, aż do „od czoła stój”

Od czoła stój!
Szliśmy, szliśmy i stoimy.
  • Trzy kroki od komendy, a potem baczność i spocznij
  • Trzy kroki, ale w sumie to trochę jak dwa. Są one defiladowe. Pierwsza lewa noga-raz, potem prawa-dwa i dostawiamy lewą do prawej- trzy
  • To także robimy be czekania na resztę, jeśli zachowaliśmy odpowiednie odstępy  w szyku, nie będziemy mięli problemów, aby znów w nim stanąć


To kilka takich krótkich, podstawowych komend. Jest ich wiele, wiele więcej i każda potrzebna jest  winnej sytuacji. Wśród komend musztry znajdziemy „Padnij!”, w którym gwałtownie obniżamy swoją sylwetkę, ręce zajmują miejsce nóg, tamte do tyłu a klatka wisi nieco nad ziemi [tak, nie kładziemy się], granat w którym padamy na ziemie a następnie zasłaniamy uszy dłońmi, szereg twórz i inne śmieszne rzeczy. Wymieniłem te najbardziej podstawowe, ponieważ bez znajomości podstawy, nie możemy brać się za sprawy trudniejsze, a to pozostawiam już Waszym drużynowym.

A oto link do bardzo zacnie wykonanej musztry, choć wojskowej, Anie harcerskiej:


No to jeszcze na koniec, co by tak sucho nie było zabawa pokroju kluczy bądź ząbków, w która bawiłem się już kilkakrotnie ze swoją ukochaną drużyną.

Ciało do ciała
Wszyscy kładą się na ziemi rozrzuceni jak popadnie, jednak niezbyt daleko od siebie. Mamy COŚ. Np. miękkie kapcie Dh. Martynki pozostawione  w Harcówce. Jedna osoba gdzieś rzuca. Mówi imię kogoś z leżących. Ta osoba musi przeczołgać się po linii prostej po innych uczestnikach zabawy [starając się nie robić im krzywdy]. Łapie COŚ i rzuca gdzieś  w obrębie leżących, mówiąc imię kogoś innego. I tak dalej… Enjoy!

Październik



Październik
Czuwaj!
W tym miesiącu, a w sumie pod jego sam koniec niektórzy obchodzą Halloween. Często mówi się, że przyszło ono do na s z Ameryki, tzn. ze Stanów Zjednoczonych  Ameryki Północnej. W pewnym stopniu jest to prawda. Ale skąd tak naprawdę ono się wzięło? Osobiście jestem przekonany, że warto wiedzieć, po co, dlaczego i z jakiej przyczyny coś się robi. Dlatego też w tym numerze nieco o genezie Halloween.

Jedną  z opcji pochodzenia tej zabawy jest tradycja rzymskiego święta ku czci bóstwa owoców i nasion czyli Pomony. [tez pierwszy raz  wżyciu widzę te nazwę]. Jej symbolem był albo Róg Obfitości, albo kosz owoców, na którym siedziała.
Druga opcja to pochodzenie od również pogańskiego święta. Tym razem celtyckiego. Samhain było już znane co najmniej 2 tysiace lat temu w Irlandii, Anglii, Szkocji, Walii i Pn. Francji.
Fragment artykułu o  Samhain:
Według wierzeń w noc wigilii Samhain duchy osób, które zmarły w trakcie minionego roku oraz tych, które się jeszcze nie narodziły, zstępują na ziemię w poszukiwaniu żywych, by w nich zamieszkać przez okres następnego roku. Celtowie gasili wszelkie ogniska, kaganki i pochodnie, żeby ich domy wyglądały na zimne i niegościnne, a poza domem wystawiali żywność dla duchów. Sami ubierali się w stare, podarte ubrania i chodzili po wsiach udając brudnych włóczęgów, dzięki czemu miał ich nie zechcieć żaden duch.
Z drugiej strony Wikipedia podaje:
Druidzi (kapłani celtyccy) wierzyli, iż w dzień Samhain zacierała się granica między zaświatami a światem ludzi żyjących, zaś duchom, zarówno złym, jak i dobrym, łatwiej było się przedostać do świata żywych. Duchy przodków czczono i zapraszano do domów, złe duchy zaś odstraszano. Ważnym elementem obchodów Samhain było również palenie ognisk. Na ołtarzach poświęcano bogowi resztki plonów, zwierzęta i ludzi. Paląc chciano dodawać słońcu sił do walki z ciemnością i chłodem. Wokół ognisk odbywały się tańce śmierci.
Czyli z jednej strony gaszono ogniska, a drugiej rozpalano je i bawiono się przy nich.
Tak w sumie to nie wiem, jak to było, ale pewnie chodziło o to, że paląc ogniska  tylko  miejscach do tego przeznaczonych Celtowie odciągali duchy od swoich domów. Taka fałszywa przyneta.
Potem te święto zostało nieco przytępione przez Kościół katolicki, który przeniósł święto Wszystkich Świętych na przełom października i listopada. W ten sposób tak naprawdę robiono to samo, ale można było udawać, że robi się całkiem co innego :]

Podczas Samhain Druidzi przebierali się za upiory, nakładali maski z warzyw, które przypomniały twarze demonów itd. To najpewniej stąd wzięła się tradycja Wycinania dyń i przebierania się.
Choć co do dyń…Z tym związana jest pewna legenda.
Niestety nie jestem w stanie jej dokładnie przytoczyć, ponieważ czytałem o tym już kilka lat temu, ale kabaczek [nie dynia] miał chyba być upodabniany do głowy jakiegoś legendarnego okrutnego mordercy, który tak w sumie ją stracił, ale jako potępiony duch w dalszym ciągu musiał zasuwać konno bo Wyspach Brytyjskich. A jak wiadomo, ludzie raczej boją się bezgłowych jeźdźców, więc wystawiano lampiony w czymś, co przypominało jego utracona głowę i miało go odstraszyć.

Samhain, Samhain… Dużo tego Samhain. Celtowie, Rzymianie… My jako Słowianie również mieliśmy swoje święto. Mniej więcej w tym samym terminie. Były to tzw. Dziady.
Nasz wieszcz- Adam Mickiewicz- sporo napisał na podstawie tej tradycji. Różniła się ona troche od celtyckiego uciekania przed duchami. Jak wiadomo, Polacy są bardzo gościnnie mili i chętnie pomagają bliźnim. Również tym martwym. Słowianie nie chowali się przed duchami. Oni je zapraszali. Rozmawiali  z nimi, częstowali mlekiem i jedzeniem… Wszystko po to, aby umożliwić niespokojnym duchom pójście do raju. Nie  każdym się dawało. Wtedy  duszek był po prostu odpędzany i nikt z bardzo się nim nie przejmował. Ten obrządek, mimo że taki szlachetny, także został przytępiony przez chrześcijaństwo. Smutno…

Dość o genezie. Współcześnie Halloween to nie ganianie duchów a zabawy i żebranie o cukierki – w Polsce chyba jeszcze nie bardzo popularne. Kilka Helołinowych zabaw:

Chwytanie jabłek:
Chwytanie jabłek zębami to najpopularniejsza zabawa na Halloween. Polega ona na tym, że zawodnik musi (bez pomocy rąk) zjeść całe jabłko wiszące na sznurku. Zabawę można uatrakcyjnić, jeśli wybierzemy jabłka otoczone w karmelu - to tradycyjny przysmak na Halloween.

Mumia:
Do tej zabawy będzie potrzebny papier toaletowy w rolkach ( najlepszy będzie zwykły, szary papier). Uczestnicy mają się dobrać w pary. Każda z par dostaje rolkę papieru. Jedna osoba z pary będzie mumią, zaś druga - zawijać mumię w papier. Wygrywa ta para, która najszybciej poradzi sobie z tym zadaniem.

Balonowa ruletka:
Do balonów włożyć pojedyncze karteczki z zadaniami. Uczestnicy zabawy przekłuwają balony i wykonują zadania z kartki. Za te wyczyny należy im się nagroda, np. słoik łakoci.

Do tego dochodzi np. malowanie upiora na balonie, szukanie cukierków czy inne mało finezyjne zabawy.

Wklejam kilka linków  instrukcją robienia tradycyjnej główki mordercy, tzn, lampionu  z dyni:

I na koniec wierszyk do żebrania cukierków:
My jesteśmy straszne zmory,
Bardzo groźne z nas upiory,
Jeśli nie chcesz się nas bać,
musisz nam cukierka dać.

Duchy, zjawy i upiory,
Diabły, strzygi, inne zmory,
Dzisiaj ze swych grobów wstają
i do Twoich drzwi pukają,
Jeśli nie chcesz ich się bać,
Musisz im cukierka dać.